ASPEKTY WCZESNEJ RELACJI POMIĘDZY MATKĄ I DZIECKIEM

Joanna Chmarzyńska-Golińska

(Referat wygłoszony na Konferencji "Być matką - rozumieć siebie, rozumieć dziecko". Gdańsk, 26 maja 2008, Centrum Edukacji Nauczycieli, ul. Hallera 14. Organizator: Ośrodek Terapii Dzieci i Młodzieży z Rodzin Alkoholowych ul. Racławicka 17, 80-406 Gdańsk)

 

"Nasze ideały, talenty, wybory partnerów i zawodu, najsłodsze marzenia i najczarniejsze depresje - wszystko to powstaje z alchemii naszego spotkania z rodzicami."  Bertrand Cramer


W ciągu dziewięciu miesięcy w łonie matki rozwija się nowy człowiek. Ruchy dziecka dają świadomość jego istnienia na długo przed rozwiązaniem. Dzięki nim już w trakcie ciąży rodzi się więź z własnym dzieckiem. Zaraz po porodzie matka otoczy swoje niemowlę opieką. Będzie je karmić, pielęgnować i czuwać nad jego bezpieczeństwem.  


Ważne abyśmy mogli docenić głęboki wymiar tej pierwszej relacji. Matka nie tylko utrzymuje dziecko przy życiu, ale również poprzez typowy dla siebie sposób obchodzenia się z dzieckiem przekazuje mu estetykę istnienia. W ciągu pierwszych lat życia w relacji z matką dziecko uzyskuje wyposażenie, od którego będą zależeć jego relacje w dorosłym życiu.
Gdy mamy do czynienia z ludźmi cierpiącymi psychicznie, u podłoża nękających ich objawów, często napotykamy doświadczenie braku matki bądź obecność matki, która nie zapewniła dziecku związku, który wspierałby jego psychiczny rozwój. Człowiek zaniedbywany od niemowlęctwa, traktowany obojętnie albo wrogo zostaje „zaszczepiony” takim sposobem obchodzenia się z ludźmi. Jeśli nawet nie wyrośnie na osobę asocjalną to najpewniej będzie czuł się niezdolny do nawiązania relacji z innym człowiekiem.

Psychoanaliza przez ponad 100 lat dorobiła się bogatej wiedzy na temat relacji łączących dziecko z matką i jej konsekwencji dla psychicznego rozwoju człowieka. Z jednej strony próbujemy opisać optymalne środowisko, jakiego potrzebuje dziecko dla rozwinięcia swojego potencjału, z drugiej strony zaś, próbujemy wyodrębnić czynniki patogenne dla rozwoju.
W tym wykładzie chciałabym podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniami w zakresie wczesnych relacji matki i dziecka.

Pierwszą potrzebą niemowlęcia jest nawiązanie więzi z matką. Przywiązanie jest potrzebą pierwotną, wbudowaną w strukturę neurofizjologiczną - jest wrodzoną tendencją do szukania związku z kimś innym. Raz wytworzone przywiązanie przejawia tendencję do utrwalania się. Nie jest ono tak jak zależność, relatywne do wymogów sytuacji. Przywiązanie istnieje również bez zależności i nie musi mu towarzyszyć niedojrzałość. Choć oczywiście w przypadku niemowlęcia potrzeba przywiązania nakłada się na niedojrzałość i całkowitą zależność.
Ludzkie niemowlę przychodzi na świat doskonale przygotowane do nawiązania więzi. Zmysły dziecka zaczynają funkcjonować w trzecim trymestrze ciąży. Od tego momentu rejestruje ono matkę – słyszy ją, fizycznie odczuwa jej ruchy, uczy się jej rytmu dobowego oraz biochemicznie pozostaje wrażliwe na jej stany emocjonalne.  
W momencie narodzin niemowlę jest fizjologicznie odrębną istotą i ma własne, osobiste doznania. Noworodek ma świetny słuch. Słyszy już od kilku miesięcy i wiele dźwięków zdążył już poznać. Nie dziwimy się, że niemowlę po urodzeniu potrafi odróżnić głos własnej matki od głosu innej kobiety. Zmysł wzroku, który w chwili narodzin nie działa zbyt precyzyjnie, jest jednak sprawny na tyle, żeby dziecko widziało na odległość 20 – 25 cm, która jest typowym dystansem pomiędzy nim a matką w trakcie karmienia. Niemowlę ma wrodzoną potrzebę napotykania matczynego wzroku. Już w pierwszym tygodniu życia zaznajamia się z twarzą matki i zareaguje zakłopotaniem, gdy w trakcie eksperymentu twarz matki zostanie ukryta za maską lub gdy będzie jej towarzyszył inny, nieznany dziecku głos.
Darwin uważał, że u dziecka istnieje wrodzona zdolność rozumienia mimicznych przejawów radości i smutku. Już w pierwszych tygodniach życia niemowlę jest niezwykle wrażliwe na wymianę emocjonalną z matką. Nie tylko rozróżnia uczucia, ale nawet próbuje naśladować ich wyrażanie.  Trzymiesięczne niemowlę zareaguje przykrością i wycofaniem, gdy opiekun w trakcie kontaktu z nim przyjmie obojętny wyraz twarzy.
Współczesne badania dowodzą, że niemowlę by zachować dobrostan na poziomie fizjologii potrzebuje odpowiedniego klimatu emocjonalnego. Obecność matki – ciepło jej ciała, zapach oraz jej psychiczne zrównoważenie kontrolują w najwcześniejszym okresie życia działanie systemów regulujących sen, temperaturę czy pracę serca. Aby te parametry pozostawały na prawidłowym poziomie nie wystarczy dziecka nakarmić czy przewinąć. Harlow eksperymentując na naczelnych dowiódł, że młoda małpka poświęca szukanie pokarmu na rzecz szukania kontaktu z matką. Kontakt ten zapewnia jej dobre samopoczucie i bezpieczeństwo, którego nie można zastąpić samym tylko pokarmem. To empatyczna obecność matki jest najsilniejszym regulatorem życia niemowlęcia.

W latach 50, 60 niemowlę postrzegane było jak płaczący układ pokarmowy. Rozpowszechnione były nieprawdziwe teorię np. takie, że niemowlęta nie widzą, że nie czują bólu, że płacząc wyrabiają sobie płuca itd. Za tym szły barbarzyńskie praktyki np. przeprowadzanie zabiegów medycznych na niemowlętach bez znieczulenia czy nie reagowanie na płacz niemowląt. Również wówczas istniały żłobki tygodniowe, w których rodzice zostawiali niemowlęta w niedziele późnym popołudniem, a odbierali niemal tydzień później – w sobotę po pracy. Dziś nawet trudno nam sobie wyobrazić taką praktykę. Współczesne matki zazwyczaj mają świadomość, że ich niemowlę oprócz fizjologii, posiada również psychikę. Niemowlę płacze, gdy jest głodne, gdy ma mokro, gdy mu zimno, gdy czuje ból, ale może płakać również dlatego, że sposób, w jaki jest trzymane nie daje mu poczucia bezpieczeństwa lub bo odnajduje w twarzy matki obojętność czy niepokój.

Psychoanalityk Donald Winnicott uważał, że „wystarczająco dobra matka” powstaje z oddania i ze zdolności do aktywnego adaptowania się do potrzeb dziecka. Kobiecie pomagają w tym wspomnienia z dzieciństwa, dzięki którym potrafi się identyfikować z dzieckiem i przewidywać jego potrzeby.   
Chcąc opisać wszechstronność matki, która dla niemowlęcia jest całym światem, Winnicott stworzył pojęcie „matka – otoczenie”. Gdy dziecko jest w lęku i płacze - matka bierze je w ramiona i przytula, a tym samym przekształca lęk w poczucie bezpieczeństwa. Gdy dziecku jest zimno matka ubiera je i okrywa kocykiem, tym samym przekształca zewnętrzne środowisko w bardziej dziecku sprzyjające. Gdy dziecko jest głodne, matka je karmi, tym samym zamienia głód w uczucie nasycenia.  Dziesiątki razy na dobę matka odmienia stan dziecka i zapewnia mu ciągłość istnienia poprzez utrzymywanie jego ciała i psychiki w homeostazie.

W pierwszych tygodniach życia ze względu na wiele lęków, których doświadcza noworodek, konieczna jest niemalże stała obecność matki. Przyzwyczajony do ściskających go dotąd ścianek macicy przerażony jest otaczającą go pustką. Macica była jak skóra, która trzymała go w całości. Po urodzeniu niemowlę, które nie koordynuje swoich ruchów i nie ma zintegrowanej świadomości własnego ciała, czuje się jakby rozsypane na kawałki. Musi to być przerażające uczucie. Ester Bick, psychoanalityczka, która opracowała metodę obserwacji niemowląt, do opisu psychicznej sytuacji niemowlęcia używała niezwykłego porównania. Sądziła, że niemowlę zaraz po urodzeniu może czuć się jak astronauta wyrzucony z promu kosmicznego bez skafandra. Tym, co spaja niemowlę w całość jest matczyna uważność i zdolność do emocjonalnego „ogarniania” własnego dziecka. Psychoanalityk Wilfred Bion, nazwał tę umiejętność matczyną zadumą i uważał, że to właśnie owa zaduma jest czynnikiem, który przyciąga matkę ku niemowlęciu, budzi w niej ciekawość, pragnienie odkrywania, rozszyfrowywania i reagowania na potrzeby dziecka. Umysł matki powinien działać jak zastępczy aparat psychiczny, który ogarnia przeżycia dziecka zanim ono samo wraz z rozwojem nabędzie funkcje „myślenia samego siebie”.
Kilkumiesięczny niemowlak potrafi ocenić, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Uczeni z uniwersytetu Yale przeprowadzili eksperyment z udziałem niemowląt. Polegał na wielokrotnym pokazywaniu filmików, w których kukiełka wspinacza usiłuje wdrapać się na wysoką górę. W historyjce występują też dwie inne kukiełki: osobnika, który pomaga wspinaczowi i drugiego osobnika, który spycha go w dół. Następnie podano dzieciom kukiełki i obserwowano, po którą z nich będą sięgały chętniej. Maluchy większą sympatią obdarzyły kukiełkę, która pomagała. Badanie to potwierdziło hipotezę badaczy, że umiejętność szybkiego odróżnienia wroga od przyjaciela jest wrodzona i została wykształcona w toku ewolucji. Niemowlę zorientuje się, że opiekun w kontakcie z nim jest obojętny lub wrogi. W odpowiedzi na brak życzliwej mu, empatycznej uwagi niemowlę wydaje się być bez życia, staje się jakby niewidzialne, nieaktywne. Tym, co budzi dziecko do życia jest fizyczna obecność i emocjonalna dostępność matki. Dziecko potrzebuje by matka widziała, że jest „cudowne”. W takim rozumieniu matka jest dawczynią życia w o wiele głębszym wymiarze niż tylko biologicznym.
Podsumowując, optymalna sytuacja dla niemowlęcia to matczyny sutek w ustach, kontakt wzrokowy z matką, jej zapach, głos, jej pewnie trzymające ramiona, a nad tym wszystkim matczyna uważność. Niemowlę jest spokojne, na jego ustach widać ślad uśmiechu, jego oczy ufnie wpatrzone są w twarz matki. I matka, która patrzy na swoje niemowlę, gdy patrzy to obserwuje, gdy obserwuje to myśli - Jakie jesteś? Co czujesz? Czego ci potrzeba? Czułość, z jaką przemawia do swojego niemowlęcia, delikatność pieszczot, którymi je obdarza…Rzeczywiście czasem wszystko idzie dobrze, a innym razem to tylko krótkie chwilę pośród innych, trudnych, w których nic nie jest takie proste.

Motyw idealnej harmonii pomiędzy matką i dzieckiem uwieczniany był przez artystów we wszystkich kulturach i epokach, religiach i ideologiach. Dlaczego? Czyż takie ujęcie macierzyństwa nie wywodzi się z tęsknoty za „utraconym rajem” - idealną matką, idealnym połączniem, fuzją dwojga w jedno? Czyż nie wynika z idealizacji macierzyństwa?

W rzeczywistości relacja matki i niemowlęcia jest bardziej złożona. Różne są matki i różne są niemowlęta. Sam fakt stania się matką nie zbawia kobiety ode złego. Wszystkie kobiety mają jakieś ograniczenia – jedne są lękliwe, inne niedojrzałe bądź depresyjne, jeszcze inne szybko tracą cierpliwość i nie radzą sobie ze złością. Również dzieci przychodzą na świat różnie wyposażone. Jedne są cierpliwe, spokojne a inne zachłanne, a w dodatku mają małą tolerancje na frustracje i ciągle płaczą.
Oto list matki, który znalazłam w czasopiśmie o tematyce matka – dziecko:
„Przez całą ciążę bałam się i pytałam znajomych, jak to będzie, gdy dziecko się już urodzi, czy będę wiedziała, co robić? Odpowiedź zawsze była taka sama – będziesz wiedziała, instynkt ci podpowie. Niestety mój instynkt brzydził się podpowiadaniem. Kiedy dziecko zaczynało płakać, nie miałam pojęcia, o co chodzi? Przewinięta. Nakarmiona. Ukołysana. Bez kupy. Czego ona chce ode mnie? Nie czułam się szczęśliwa. Czułam się osaczona, bezradna, skrajnie zrozpaczona i samotna. No właśnie – SAMOTNA – bo jak powiedzieć wszystkim tym ludziom, którzy oczekiwali, że automatycznie będę wiedziała i kochała, że to się nie stało, że jest odwrotnie? Więc siadałam z zawiniątkiem w fotelu i czekałam. Może w końcu poczuję tę magię macierzyństwa, o której mówią wszyscy? Jednak nie czułam z tą małą dziewczynką żadnego połączenia, raczej mnie przerażała niż rozczulała. Najchętniej bym od niej uciekła ”

Od kobiet oczekuje się, że instynkt macierzyński ujawni się i zdziała cuda. Przywiązani jesteśmy do myślenia, że macierzyństwo to spełnienie, błogostan. Jednakże kobiety nie rzadko niosą w sobie ciężar własnego trudnego dzieciństwa, w którym nie „uwewnętrzniły” prawidłowej funkcji macierzyństwa. Harlow, w swoich wielokrotnie ponawianych eksperymentach, zaobserwował, że samice, które od urodzenia poddane były izolacji od własnych matek, gdy same stały się matkami to ignorowały swoje dzieci, były wobec nich brutalne, a nawet pozostawione bez dozoru zabijały swoje dziecko.
U kobiet, które w dzieciństwie były zaniedbywane bądź maltretowane przez własne matki, po urodzeniu własnego dziecka na powierzchnię wypływają bolesne przeżycia z dzieciństwa – straszliwa rozpacz, bezsilność, lęk a te łatwo mogą przekształcić się w nienawiść do własnego niemowlęcia.
Aby opisać tego typu problemy stworzono pojęcie zaburzenia wczesnej relacji. Przy okazji potwierdzono, że za wiele funkcjonalnych zaburzeń u dzieci (zaburzenia snu, łaknienia, częste choroby) odpowiedzialne są zakłócenia w relacji za matką.
Niemowlę odkrywamy zawsze przez pryzmat własnych, najwcześniejszych wspomnień a wychowując je zapożyczamy rodzicielską postawę od naszych własnych rodziców. Potrzeba posiadania dziecka ma swoje źródło w tęsknocie za pierwotną miłością i każda matka odnajduje aspekty relacji z własną matką, gdy zaczyna się jej macierzyństwo.
Oczywiście idealna sytuacja miałaby miejsce gdyby w pragnienie posiadania dziecka nie były wmieszane nadmierne ambicje i zupełnie nieuświadomione motywy. Matkę cechowałby wówczas stan bycia otwartą na nadejście kogoś innego i ciekawości by tego „innego” poznać. Dziecko byłoby widziane, jako odrębna istota, która wykracza poza podobieństwo do matki i ojca, jest od nich różna. Takie podejście umożliwiłoby dziecku nieskrępowany rozwój w jego niepowtarzalnej indywidualności.
Oczywiście idealne sytuacje nie istnieją. Każdy człowiek ma własną historię, determinującą wymiar dorosłego życia. Jest jednak możliwe odkrycie powiązań pomiędzy własną historią a problemem, który występuje w relacji z własnym dzieckiem.
Bertrand Cramer, psychoanalityk i psychiatra dziecięcy, opisał zjawisko, gdy niemowlęciu przypisywane są pewne cechy czy intencje po to by w teraźniejszości mogła rozegrać się jakaś nierozwiązana sytuacja konfliktowa z dzieciństwa matki. Gdy tylko dziecko wkroczy na scenę zostaje mu przypisana rola, dostaje pewien scenariusz do odegrania. Właściwie to, że niemowlęciu zostają przypisane pewne cechy jest procesem naturalnym. Projektujemy na dziecko własne cechy, a tym samym czynimy je kimś do nas podobnym. Mówimy – wesoła jak mama albo żywotny jak tata, a niemowlę przestaje być przybyszem z obcej planety, staje się „nasze”.
Proces ten staje się patologiczny, gdy tożsamość, która zostaje dziecku przypięta obarcza go. Nad kołyską zaczyna unosić się prawdziwie zły duch. Aby przybliżyć ten mechanizm posłużę się przypadkiem pochodzącym z książki B. Cramera.(„Pierwsze dwa lata życia”)  
Wyobraźmy sobie matkę i siedzącą na jej kolanach nieomal nieruchomą 10 miesięczną dziewczynkę. Matka szuka pomocy, ponieważ uważa, że córka jest wobec niej agresywna. Od początku zdumiewa nas kontrast pomiędzy naturą matczynej skargi a biernością i wycofaniem dziewczynki. Dziewczynka patrzy na matkę, w pewnym momencie wyciąga rączkę i kieruje ją w stronę twarzy matki. Matka cofa się gwałtownie i mówi „Nie, nie”. Dziewczynka wycofuje się, ale za jakiś czas ponawia poszukiwanie kontaktu z matką i podnosi małą dłoń do ust matki. Kobieta gwałtownie cofa się i karci córkę mówiąc „znów chciałaś mnie podrapać”, dalej matka zwraca się do psychiatry „nieomal mnie nie podrapała, nie potrafię zrozumieć skąd w niej tyle agresji”.
Jak dochodzi do takiego nieporozumienia? Jak gesty dziecka, które są poszukiwaniem bliskości, można interpretować tak opacznie?
Sesje z tą parą ujawniły niezwykle dramatyczną historię matki dziewczynki z jej własną matką. Historię relacji pełnej przemocy, wzajemnej urazy, obustronnej utraty kontroli i w końcu rozdzielenia. Agresywność przypisywana dziewczynce jest uczuciem, którym nasycone były relacje jej matki z babcią. Wielki ładunek agresji, który matka przypisuje córce jest jej własnym wspomnieniem i pochodzi z przeszłości. W ten sposób dokonuje się psychologiczne dziedziczenie w rodzinie. Matka dziewczynki nie przepracowała traumy z własnego dzieciństwa. Pozostaje uwięziona w złości na matkę, nieukojonej tęsknocie za nią i poczuciu winy z powodu własnej agresji, którą odpowiedziała na agresję matki. Ta trauma domaga się przepracowania. Matka przelewa tamtą historię i należące do niej urazy na relację w własną córką. Czyni to w nieświadomym pragnieniu by móc je jakoś rozwiązać, by móc odwrócić tamten los. Jednak zamiast naprawy przeszłość matki staje się udziałem niemowlęcia i zakłóca jego rozwój.
Bertrand Cramer uchwycił dramatyczne przeznaczenie tej pary w zalążku i usunął „niefortunnie rozdane dziewczynce karty”. Dosłownie odwrócił zły urok.

Depresja matki, jej niezdolność do nawiązania kontaktu z niemowlęciem może być wynikiem szoku i rozczarowania, powstałego na skutek jakiegoś niepowodzenia w przebiegu ciąży, skomplikowanego i bolesnego porodu albo komplikacji zdrowotnych niemowlęcia.
Ciąża trwa 9 miesięcy i jest to czas potrzebny zarówno dziecku, jak i matce, której psychologiczne przygotowanie do roli osiąga swój szczyt z końcem trzeciego trymestru. Rzeczywiste niemowlę zawsze różni się od niemowlęcia wyobrażeniowego, czyli tego z idealnych fantazji. Rozbieżność występuje zawsze, rozczarowanie jest nieuniknione. W przypadku wcześniaka lub dziecka z jakimś uszkodzeniem ta rozbieżność jest jeszcze większa. Matka może myśleć, że nie takiego dziecka się spodziewała. Może odkryć w sobie niechęć albo nawet wrogość. Odkrycie w sobie takich uczuć jest przerażające. Zwłaszcza, gdy wszyscy wokół mówią o cudzie miłości macierzyńskiej. Kobieta zaczyna myśleć, że coś jest z nią nie tak, że jest złą matką. Będzie odczuwała poczucie winy. To z kolei może prowadzić do nadopiekuńczości, przyklejenia się do dziecka, celem odpędzenia poczuć winy. Niestety nadaktywność w opiece jest równie traumatyzująca jak jej braki.
 
W temacie wczesnych doświadczeń nie można pominąć problemu utraty - oddzielenia od matki. Wszelka separacja od matki jest przez niemowlę odczuwana, jako niebezpieczna, jest równie alarmująca jak brak pokarmu.   
John Bowlby – psychiatra i psychoanalityk, całe swoje życie poświęcił badaniom natury przywiązania niemowląt do ich matek. Jego badania na temat skutków separacji niemowlęcia od matki wywarły bezcenny wpływ na standardy prawidłowej opieki nad dziećmi. Na skutek jego odkryć dzieci przebywające w szpitalach mają przy sobie matkę. Również żłobki tygodniowe straciły racje bytu, jako przynoszące więcej szkody niż pożytku.     
Bowlby, prowadząc badania nad dziećmi odseparowanymi od zaobserwował, że dziecko po utracie matki przejawia tendencje do reagowania w pewien typowy i możliwy do opisania w trzech etapach sposób. Najgorszą z możliwych separacji dla niemowlęcia jest taka, gdy zostanie ono pozbawione matki, ale również znajdzie się w zupełnie dla siebie obcym miejscu i będzie otoczone obcymi osobami. Tego typu separacja ma miejsce, gdy dziecko znajdzie się w szpitalu, ale również wówczas, gdy dziecko zostanie na dłuższy czas oddane pod opiekę kogoś z rodziny, kogo wprawdzie rodzice znają, ale dla dziecka jest to obca osoba i obce miejsce. W trakcie takiego doświadczenia w przeżyciach dziecka można wyodrębnić trzy fazy – fazę protestu, fazę rozpaczy i fazę odłączenia.
Pierwsza faza protestu może trwać od kilku godzin do nawet tygodnia. W jej trakcie dziecko pozostaje w stanie skrajnego stresu i próbuje wszystkich sposobów, aby matkę odszukać. Nieomal nieustannie głośno płacze, potrząsa łóżeczkiem, rzuca się, łowi każdy dźwięk i wypatruje wszystkiego, co mogłoby okazać się jego zaginioną matką. Odrzuca wszystko, co jest mu oferowane, a co nie jest jego matką. Oś stresu w tej fazie jest niezmiernie wysoka, osłabia odporność i może przyczynić się do gwałtownego załamania zdrowia.
Następna faza – faza rozpaczy, w niej dziecko staje się bezradne, jego aktywność ruchowa słabnie, dziecko płacze w sposób jednostajny, cicho kwili lub łka. Staje się wycofane i bierne, nie domaga się niczego. Jest to stadium cichego załamania i depresji. Gdy w odwiedziny do dziecka przyjdzie matka zaobserwujemy brak zachowania charakterystycznego dla przywiązania. Dziecko jakby ledwie ją poznawało, nie przywiera do niej, pozostaje odległe.
Jeżeli pobyt dziecka w szpitalu przedłuża się to przelotnie przywiązuje się ono do kolejnych opiekunów. Ci zmieniają się, odchodzą a to po wielokroć odtwarza doświadczenie utraty. Stopniowo dziecko zaczyna tracić zainteresowanie ludźmi. Coraz silniej koncentruje się na sobie samym. Dziecko, które na skutek powtarzających się separacji od matki, dojdzie do trzeciego stadium, nazywanego fazą odłączenia, nie martwi się tym, że ludzie wokół niego się zmieniają. Nie martwi się, bo już się nie przywiązuje. Sprawia wrażenie spokojnego i niczego się już nie lęka. Jednak wewnątrz dziecka doszło do katastrofy największej z możliwych – oto ludzkie dziecko, które w sposób wrodzony predysponowane było do więzi z drugim człowiekiem, „nabyło” defekt w zdolności do przywiązywania się. Skutki utraconej więzi są długofalowe. W dorosłym życiu tacy ludzie największą więź mają z jedzeniem, alkoholem, karierą. Zaś pod tym kryją ogromy lęk przed utratą.
Jak leczyć traumę więzi?
Wyżej przytoczyłam obserwacje Harlowa, że matki – sieroty nie są zdolne do relacji ze swoimi dziećmi. W istocie tak jest, natomiast ku swojemu zdumieniu Harlow zaobserwował, że młoda małpka, której potrzeba przywiązania ma naturę pierwotną jest absolutnie niestrudzona w szukaniu kontaktu z matką, również taką, która ją odrzuca. Potrzeba przywiązania nie daje się łatwo unicestwić. Matka-sierota odwraca się od małpki-dziecka, chowa się przed nią w kącie klatki, brutalnie ją odpycha. Jednak mała małpka pomimo tych razów cały czas próbuje utrzymać z matką kontakt, przywrzeć do jej brzucha bądź pleców. Walczy tak dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu. Obojętność i brutalność matki zaczyna się zmniejszać. Począwszy od 4 miesiąca w większości przypadków walka zostaje przez dziecko wygrana i kontakt z matką zostaje ustanowiony. Matka poprzez więź, którą zaoferowało jej dziecko, zostaje wyleczona z psychozy. Po tym jak uczucia macierzyńskie w matce-sierocie zostaną wyzwolone przez pierwsze dziecko, może mieć ona kolejne dzieci, wobec których wykazuje lepsze przystosowanie.
Wnioski? Na pewno nie takie, że ludzie z traumą więzi powinni powoływać na świat dzieci celem uleczenia siebie. Dramatem jest być dzieckiem – terapeutą. Raczej chcę wskazać, że traumę więzi z powodzeniem można leczyć poprzez więź. Często możemy obserwować, że miłość czy przyjaźń mogą odwrócić skutki takiej traumy. Długoterminowa terapia psychoanalityczna oparta o więź z terapeutą ma podobne działanie.

Chciałabym wyrazić swoją wdzięczność organizatorom tej konferencji, którzy podejmują się misji krzewienia wiedzy z zakresu świadomego rodzicielstwa. Nie mam wątpliwości, że świadomość wyżej wymienionych mechanizmów, możliwość myślenia, rozumienia działa profilaktycznie. Próba zapobiegania nieprawidłowościom jest prostsza niż naprawianie ich skutków.